Przychodzi Marek Kondrat.
- O, to Marek Kondrat, pan reklamuje nasz bank.
- I teraz też przyszedłem reklamować.
- I powie pan, że nasz bank rządzi?
- Nie, złożę reklamację.
Coś się stało.
- Co się stało?
- Ciele oknem wyleciało.
- Z łodzi podwodnej?
Dwa w cenie jednego!
- Poprosze prezydenta.
- Drugiego zapakować?
- Tak, w nacjonalistyczny papier z konserwatywną kokardką i religijną karteczką.
- W Krakowie zabili kogoś za szalik.
- Do czego to zima zmusza ludzi...